Monday, July 8, 2013

szybko, bo się ściemnia

znów na szybko, bo jest późno (tak, tak).

weekend oceniam: bardzo spoko! dzisiejszy dzień - podobnie. ogólnie jest tak że jem bardzo dobrze + dowalam w ciągu dnia jakiegoś batonika, czipsy (nad Świdrem) albo wrapy z coffee heaven na śniadanie. eh!

jedzenie: jak wyżej. z ciekawszych rzeczy - w weekend w zasadzie jadłam zupę z poprzedniego wpisu. dojadałam gluten. dziś na obiad spaghetti - też w ramach wyjadania zapasów. ale jeszcze w miarę zdrowe, bo sos z mojego niezawodnego przepisu* i jakaś zdrowiutka kiełbasa. na jutrzejszy dzień w pracy jestem przygotowana na medal, ale o tym jutro.
nowa rzecz do wypróbowania: zielony sok. ciekawe, czy się uda z moim blenderem...

pielęgnacja: nudy, chyba że liczyć przedzieranie się przez pokrzywy (ponoć dobre na skórę!), okłady z jadu komarów, kąpiel w rzece. cera w stanie złym.

sport: i tu mam co opowiadać! aż to podzielę na dni:
sobota - ognisko na Kabatach. wracanie przez momentami dwumetrowe (tak) chaszcze, co wiązało się z pewnym wysiłkiem. wcześniej tego dnia zrobiłam jakiś podstawowy półgodzinny zestaw z aplikacji nike (jest super!), który mnie ZABIŁ. poważnie - w ciągu 30 min musiałam dwa razy siadać na parę minut bo było mi słabo, a i nie wszystkie ćwiczenia byłam w stanie zrobić. układ mocno na nogi, które myślałam że są u mnie ok (no rower codziennie COŚ musi dawać), ale do dziś konam w bólach. było mi przykro, że jestem w tak słabej kondycji - dawno nie było tak źle. ale to mnie zmotywowało.
niedziela - piknik z tą panią (zdjęcie w najnowszej Vivie) nad Świdrem i niespodziewany nowy sport: uciekanie przez las przed dzikiem. kolejny dzień, kolejna mało bezpieczna przygoda w naturze!
poniedziałek - plany były inne, ale zamiast tego zrobiłam kilka wideł blogilates - jezu, tych nowszych nie jestem w stanie robić. ale chciałam coś aerobowego + coś na brzuch, który mnie aktualnie nie boli, więc wstyd nie wykorzystać okazji. zobaczymy rano co z tego będzie, ale chyba za mocno się nie zmęczyłam jednak.. nie wiem.

samopoczucie: ogółem dobre, chyba nie mam na co narzekać. nie przypominam sobie żadnych zjazdów przez ostatnie 3 dni. dziś w pracy tempo myślenia umiarkowane, ale to chyba poniedziałek.

inne randomowe rzeczy, które w sumie można podciągnąć pod pielęgnację: obejrzałam 3 pierwsze odcinki Don't Trust The Bitch In Apartment 23 (kto im pozwolił zrobić tak długi tytuł, wtf) i po pierwsze - fajne, po drugie - chcę trochę pokombinować z makijażem, żeby też udawać, że mam oczy na pół głowy.

tu w sumie nic z tego nie widać, ale się uśmiałam przy tej scenie

dobranocka!


* kupujesz karton (nie puszkę, puszki niosą śmierć) krojonych pomidorów, wrzucasz to do garnka, dodajesz przyprawy, gotujesz na małym ogniu 5-10 minut. jak kupisz pomidory z oliwą i czosnkiem to tym lepiej, jak nie - można te dwie rzeczy dodać.

1 comment:

  1. właśnie muszę pozbyć się tych okropnych puszek! których nie można recyklingować z resztą. oh oh jestem sławna <3
    w każdym razie boję się tej aplikacji nike... GO GO MARTYNIA! mleko migdałowe jest okej, ale się nie opłaca ;)

    ReplyDelete